Czy mówić dziecku o śmierci? 5


Śmierć. Sam wyraz przyprawia mnie o gęsią skórę i awersję. Zmierzenie się z nią jest zawsze niewyobrażalnie negatywnym przeżyciem. Jakby się nie wydarzyła – zawsze wywołuje szok, zawsze przychodzi za wcześnie i zawsze zabiera kawałek naszego serca związanego z osobą którą nam zabrała…

Dokładnie rok temu pożegnałam moją babcię. Skłamię, jeśli powiem Ci, że było to niespodziewane odejście. Wszyscy wiedzieliśmy, że to nastąpi szybciej niż powinno, ale mimo wszystko to był bardzo trudny czas. Zresztą pustka po stracie bliskiej osoby zostaje
z człowiekiem już na zawsze. Nic nie zabliźni rany, jaką powoduje odejście kogoś kto przecież zawsze był.

Adaś nie miał okazji widywać prababci często, zresztą tak jak ja w ostatnich latach, kiedy przeprowadziłam się na drugi koniec Polski. Jedynie podczas wyjazdów w rodzinne strony. Zawsze jednak lubił odwiedzać pradziadków i wiem, że te odwiedziny sprawiały również Im dużo radości. Wiesz, często w pamięci zapisujemy krótkie chwile, jakieś urywki, obrazy, które zostają już na zawsze gdzieś w naszych głowach. Pamiętam właśnie taką jedną chwilę, kiedy przyjechaliśmy w odwiedziny po dość długiej nieobecności i Adaś podbiegł i tak zwyczajnie przytulił się do pradziadków. Niby nic niezwykłego, bo przecież dzieci przytulają się do bliskich. Jednak Adaś nie widział Ich przez kilka miesięcy, więc raczej spodziewaliśmy się, że nie zechce, że się zawstydzi. A On tak radośnie podbiegł i wtulił się w Ich ramiona. Wiesz, zobaczyłam wtedy w  Ich oczach szczęście w najczystszej postaci. Dzięki tamtej krótkiej chwili wiem, że mimo dużej odległości moi dziadkowie po prostu bardzo Go kochali, zresztą tak jak wszystkich swoich wnuków i prawnuków. Udało mi się ten moment zachować nie tylko w pamięci, ale szczęśliwie – również na fotografii.
Wierzę, że to również dzięki moim staraniom mój syn  potrafi zachować bliskie relacje z tymi, którzy na co dzień są daleko. Często opowiadam i wspominam Adasiowi o wszystkich, którzy mieszkają daleko, bo przecież nie odległość czyni relację bliską lub nie, ale uczucie. Wiem, co mówię – odległość to część mojego życia. Pokazuję mu zdjęcia, opowiadam kto jest kim i dzięki temu, mimo odległości zachowujemy wszystkie więzy rodzinne.
Jednak kiedy odeszła moja babcia wydawało mi się, że Adaś tego „nie zauważy” że nie zrobi to jemu żadnej różnicy. Przecież na co dzień była tak daleko. Na te kilka najtrudniejszych dni pojechałam sama. On został z tatą w domu. Tak zdecydowaliśmy. Kiedy jednak nadszedł ten moment, długo zastanawiałam się co powiedzieć mojemu dziecku. Czy w ogóle mu mówić? Pomyślisz sobie, co może wiedzieć, czy pamiętać niespełna 3-latek. Pewnie nawet nie pamięta kogoś, kogo widywał tak rzadko. Wbrew pozorom pamięta bardzo dobrze, bo bardzo staram się, aby tak było. I jak to w życiu bywa – wszystko samo się potoczyło. Bo to przecież nie my sobie planujemy, ale często to samo życie podejmuje za nas decyzje.
I właśnie to też wyszło jakoś samo z siebie. Jak się okazało taki niespełna 3-latek pamiętał o wiele więcej niż podejrzewaliśmy i sam zaczął zadawać pytania. Choćby dlaczego podczas rozmowy na skype nie widać prababci, która do tej pory zawsze gdzieś tam była? Pamiętał dokładnie Jej imię, kolor Jej włosów i ten mały domek, w którym mieszkała z dziadkiem jeszcze przed chorobą. Co mieliśmy mu więc odpowiedzieć, kiedy na ekranie nie widział już łóżka na którym do tej pory była Ona? Wiesz, nigdy nie tłumaczyliśmy mu dokładnie co się dzieje. Wiedział, że prababcia była chora, ale że nie był to zwykły katar, czy przeziębienie. Nie wprowadzaliśmy go jednak w szczegóły, bo uważam, że dziecko nie potrzebuje takich szczegółów. Wystarczy mu ta ogólnikowa wiedza. Nie chodzi przecież o to, by dziecko zasmucić i przerazić, czy wywołać strach przed jakąkolwiek chorobą. Trzeba jednak zaznaczyć tą różnicę między poważną chorobą, na którą choruje ktoś bliski, a zwykłym katarem czy gorączką. Przecież dla dziecka przeziębienie to też choroba. Nikt nie chce, aby jego dziecko było przerażone z powodu kataru.
Co więc powiedzieć kiedy zabraknie kogoś? Kłamać? Zmyślać? Czy powiedzenie historyjki o tym, że ktoś wyjechał daleko to dobry pomysł? Że odszedł? Skoro wyjechał lub odszedł to powinien wrócić, a przecież wiemy, że tak się nigdy nie stanie. Powiedzieliśmy więc prawdę. Używając tego słowa, którego nienawidzę używać. Tego ostatecznego. W miarę delikatnie, bo przecież nie o to chodzi, żeby dziecko wystraszyć i przerazić, ale o to by było świadome, że nie może na kogoś czekać, bo ten ktoś nie wróci. Nie o to chodzi by dziecko obciążać, ale uważam, że powinno wiedzieć. Ma prawo do przeżycia smutku po swojemu.

Każdą prawdę powinniśmy podać dziecku językiem zbliżonym do jego języka. Trzeba bardzo uważać na swoje słowa. Nie można sprawić, aby w przyszłości pewne sprawy powodowały w dziecku nadmierny lęk. Adaś wiedział, że babcia choruje. Widział to przecież. Wie też, że nie była to zwykła grypa czy przeziębienie. Ale tyle wystarczyło. Niepotrzebne mu były szczegóły. Musiał znać prawdę, ale podaną w delikatny sposób. Małe dziecko nie przeżywa tego jeszcze tak jak dorosły, ale ma prawo wiedzieć.

Teraz, czasami sam wspomina prababcię. Czasami nawet w zabawie ludzikami udaje, że babcia coś mówi. Ściska mi wtedy serce, jakaś gula podchodzi do gardła. Ale z drugiej strony uśmiecham się, bo zawsze to jest wesoła postać. Wiem, że mimo tej odległości była  ważna dla niego. I wiem, że podjęliśmy dobrą decyzję mówiąc mu prawdę.
Dzisiaj, za każdym razem kiedy jesteśmy w rodzinnych stronach, razem chodzimy zapalić babci świeczkę. I nie musimy uciekać od tego tematu. To nasza chwila, żeby wspomnieć i nawet, żeby się razem posmucić. Smutek to część życia – nie da się od niego uciec.

Zapytasz może czy ten wpis jest w ogóle potrzebny? Nie piszę go po to, żeby wzbudzić smutek, ale po to, żeby uświadomić, że dzieci są naprawdę mądre. Potrafią zrozumieć niewyobrażalne sytuacje, jeśli są do tego odpowiednio przygotowane.

Moim zdaniem należy oswajać dzieci ze wszystkimi emocjami, które może spotkać w życiu. Żeby nie okazało się za kilka lat, że nagle nasze dziecko „budzi się” i doznaje szoku, bo świat, w którym żyje jest nie tylko piękny, ale też jest w nim wiele zła i cierpienia. Nie sztuką jest wychować dziecko w mydlanej bańce z dala od codziennego życia. Sztuką jest delikatnie dziecku pokazać, że musi się w życiu zmierzyć z poważnymi wyzwaniami i wieloma rodzajami uczuć. To nasze zadanie.

 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

5 komentarzy do “Czy mówić dziecku o śmierci?

  • Marlena

    Temat śmierci jest ciężki do rozmowy. Mnie samej o nim trudno mówić i go poruszać. Ciężko byłoby mi dobrać słowa aby powiedzieć o niej dziecku. Choć na pewno takie pytania się pojawią o sens i istotę śmierci. Mam nadzieję, że będę potrafiła synkowi wtedy mądrze to wytłumaczyć i nie przestraszyć go. Dawno temu moja siostra cioteczna opowiadala mi historię swojej koleżanki, która zabrała czteroletnią córeczkę na pogrzeb bodajże dziadka dziewczynki, a ojca tej koleżanki. Dziecko to bardzo przeżyło i potrzebna była pomoc psychologa dziecięcego :-(

  • Karolina / Nasze Bąbelkowo

    Moim zdaniem prawie o wszystkim można z dzieckiem rozmawiać – o śmierci również – ale właśnie odpowiednim językiem, dostosowanym do jego poziomu rozumienia i percepcji. Naszego Bąbla od pewnego czasu zabieramy na cmentarz, zapala z nami znicze na grobach bliskich – a przy okazji pyta o to , co się z nimi teraz – po śmierci – dzieje. Odpowiadamy najprościej i najszczerzej, jak potrafimy – i myślę, że pozwoli mu się to z tematem śmierci stopniowo oswajać – ale na pogrzeby go nie zabieramy, bo nawet nam wtedy trudno się opanować i uważam, ze to byłby dla niego za duży ciężar emocjonalny.

    • Ona Jedna Autor wpisu

      Uważam tak samo, ale niestety znam takich, którzy wciąż traktują dziecko jak istotę nierozumną „przecież i tak nic nie zrozumie…” i z dziećmi nie rozmawiają na żadne życiowe tematy :(

  • Żyć nie umierać

    Taka kolej rzeczy, nasi najbliżsi odchodzą i tylko od nas samych zależy w jaki sposób powiemy dzieciom o tej tragedii oraz czy zabierzemy ich ze sobą na pogrzeb czy też nie. My braliśmy naszych synów na pogrzeby zawsze. Kiedy mieli chyba jeden 5 a drugi 3 latka pochowaliśmy dziadka męża, wtedy po pogrzebie młodszemu załączyło się prawie że codzienne dopytywanie przed snem czy aby w nocy mama i tato nie umrą? trwało to chyba kilka miesięcy i mu przeszło. Teraz nawet nie lubią jeździć na pogrzeby, bo mówią, że tam jest nudno, bo wszyscy płaczą a jak jesteśmy na stypie to wszyscy chcą się z nimi przywitać i ciągle dopytują od kogo oni są :) Więc uzgodniliśmy, że jak to będzie pogrzeb jakiegoś wujka, cioci czy jeszcze kogoś dalszego, to nie muszą z nami jechać jak nie będą chcieli. Ale jak to ktoś z najbliższej rodziny to muszą koniecznie. A najmłodszy jeszcze sobie nic nie robi z pogrzebów.