Jak pozbyć się kompleksów? Zdradzam sekret!


Nie ma ludzi idealnych, oj nie ma… Sami w sobie widzimy zawsze najwięcej niedoskonałości.
A to nogi za krótkie, a to łydki za grube. Oczy za zielone, a włosy zbyt proste. Nikt nie jest idealny, a ja w szczególności – pewnie mówi tak 90% ludzi. Jeśli tego nie mówi, to pewnie wcale nie są ludźmi ;)
Moje kompleksy mogłabym Ci wymieniać bez końca. A że niska, a że na wadze za dużo, na głowie za mało… i tak dalej i tak dalej. Oczywiście, podejmuję próby zmiany tego i owego, czasem bardziej skuteczne, czasem mniej, ale wydaje mi się, że całkiem skutecznie akceptuję rzeczy, których w swoim wyglądzie zmienić nie mogę.  A te, które mogę zmienić – zmieniam, lub się ich pozbywam!
Z ogromną zazdrością patrzyłam zawsze na wszystkie te dziewczyny, które zamykając oczy robiły wiatr swoimi pięknymi, długimi rzęsami. Mnie tak natura nie obdarzyła i zawsze miałam krótkie, rzadkie rzęsy. Wyobraź sobie, że właśnie to mój kompleks… był! Ale jak to się stało, że już nie jest, zaraz się dowiesz.

*rzęsy na zdjęciu nie zostały wydłużone ani pogrubione przy pomocy programów graficznych ;)

Ogromnie się cieszyłam, kiedy na rynku kosmetycznym zaczęły się pojawiać oferty zagęszczania i przedłużania rzęs. Skusiłam się raz na to i… nie mogłam się od tego uwolnić! Serio! Poczułam jak to jest mieć piękne kobiece oczy – to przecież w oczach tkwi odbicie naszej duszy, a moje oczy miały do tej pory zbyt krótkie rzęsy! Nagle to się zmieniło, bo u kosmetyczki mogłam w trochę dłużej niż godzina zmienić nie tylko swoje oczy, ale też postrzeganie samej siebie. Od razu poczułam się bardziej kobieco i zyskałam pewność siebie. Sero! I tak przez prawie rok, co 4 tygodnie stawiałam się u kosmetyczki i uzupełniałam rzęsiska. Oczywiście, trochę w przeciwności do poglądów Pana Męża, ale co zrobić – chcesz mieć piękną żonę – potrząśnij portfelem :P

Jak to się stało, że teraz mam długie rzęsy bez przedłużania?
Złożyło się na to kilka zbiegów okoliczności. Nigdy na przykład nie wyobrażałam sobie makijażu bez użycia zalotki… to tylko kilka sekund, a bez niej oko jakieś takie mizerne. Ale zalotka to nie wszystko! Wiesz, że nigdy nie uznawałam wydawania na kosmetyki zbyt dużych pieniędzy? Do czasu… aż nie trafiłam na kosmetyki, które są tych pieniędzy warte. Najpierw był podkład Loreal, a zaraz później tusz do rzęs Milion Volume Lashes. Jak już zaczęłam go używać, to nie chciałam zamienić na nic innego. Ale to był dopiero początek! Bo do cudownego tuszu doszła odżywka do rzęs LashVolution. Nie wierzyłam w jej działanie, dopóki nie zauważyłam efektu tego działania. A efekt pojawił się naprawdę szybko. Bo wiesz, ja taki niewierny Tomasz jestem – muszę spróbować na sobie, żeby uwierzyć.

Czy trzeba używać odżywki codziennie?
Pierwszy tydzień, może dwa, stosowałam odżywkę każdego wieczora. No, ale jak to bywa, później trochę to zaniedbałam. Raz posmarowałam, raz nie… Jednak pierwszy efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania! Znajomym musiałam tłumaczyć, że to moje naturalne rzęsy, że kosmetyczka nawet palcem przy nich nie tknęła :)
Teraz stosuję odżywkę raz w tygodniu, może dwa, a efekt ciągle się utrzymuje.
Tak, słyszałam opinie, że jak tylko przestanę całkiem stosować znowu będę miałam krótkie i liche rzęsy, ale tego nie wiem – nie odważyłam się spróbować. Zresztą myślę, że maźnięcie powieki dwa razy w tygodniu to niewielka cena za piękne i wyraziste oczy, o których zawsze marzyłam! Jedna odżywka wystarcza na kilkaaaa dłuuuugich miesięcy, więc jej cena też nie jest odczuwalna!

Jeśli więc marzą Ci się piękne rzęsy bez wizyty u kosmetyczki – polecam Ci odżywkę LashVolution z czystym sumieniem.