Kalendarz adwentowy – jak zrobić go szybko i niedrogo?


Nigdy nie kręciło mnie robienie kalendarza adwentowego. Ba! Przez pierwsze dwa lata.. a właściwie to raz, kiedy Adaś miał 2 latka pokusiłam się o kupienie takiego z okienkami z czekoladą. Wiem, wzniosłam się na wyżyny. Zresztą z kalendarzem nie miało to nic wspólnego, bo przecież czekoladki zniknęły w ciągu pierwszego grudniowego tygodnia. W zeszłym roku postanowiłam bardziej się postarać, bo chociaż ja nigdy takiego kalendarza adwentowego nie miałam kiedy byłam dzieckiem, zapragnęłam go teraz. Tak głównie dla Adasia, ale chyba też trochę dla siebie. Zewsząd biły po oczach zdjęcia ślicznych, pracochłonnych wydawać by się mogło, wyszukanych kalendarzy. Znalazłam więc w swojej głowie pomysł, który idealnie mi pasował, głównie dlatego, że nie wymagał ode mnie specjalnie dużego wkładu finansowego. Wszystkie rzeczy potrzebne do zrobienia go miałam w domu, jedyne o co musiałam się zatroszczyć, to drobiazgi w paczuszkach. Chociaż  tych miałam przynajmniej na połowę dni grudniowych, bo znalazły się tam małe słodkości.

Czego będziesz potrzebować?

  • 2 kijki o długości ok 1,5 (kupiłam je w sklepie ogrodniczym, o ile dobrze pamiętam cena 1 szt – 7 zł)
  • sznurek
  • papier do pakowania prezentów/woreczki/papier pakowy szary
  • wstążka do zawiązania paczuszek
  • łańcuch choinkowy do dekoracji
  • światełka ledowe
  • nożyce
  • taśma klejąca

Jak to zrobić?

Nic prostszego. Ja najpierw, w łazience – żeby mnie Adaś nie widział, spakowałam wszystkie drobnostki w świąteczny papier do prezentów. Później, pod osłoną nocy rozstawiłam moje dwa kije. Oplątałam kije światełkami i przywiesiłam sznurki, a na nich przywiązałam prezenciki, które jeszcze wcześniej ponumerowałam… Tak najpierw rozwiesiłam zaczynając od 1 na 24 kończąc, a przecież odliczamy od tyłu.. więc przywieszałam jeszcze raz, tym razem od 24 na 1 kończąc :) Całość udekorowałam czerwonym łańcuchem choinkowym, tak by pasował kolorystycznie do całości. Mina Adasia rano – bezcenna.
W tym roku nie było problemu z odpakowywaniem wszystkich prezentów na raz. Adaś dzielnie czekał, a o poranku – jeszcze przed wyjściem do przedszkola odpakowywał swoje paczuszki i razem odliczaliśmy czas nie tylko do Wigilii, ale przede wszystkim do wyjazdu do moich rodziców.
A co w tych paczuszkach?
U nas były różności, ale drobiazgi. Był i mały resoraczek i notesik, kolorowa kredka. Były też zadania, np: dziś postaraj się nie złościć, dużo się uśmiechaj itp. Coś łatwego do wykonania i bardzo miłego dla dziecka. Bo to przecież ma być przyjemność a nie przykry obowiązek.
W tym roku będzie tak samo, może jedynie kolorystyka będzie inna :)