To przez nią mąż o mały włos nie wyrzucił mnie z samochodu.


Są takie chwile w życiu, kiedy okazuje się, że Twój własny mąż Cię nie rozumie. Nagle się mijacie, nie macie wspólnych zainteresowań, a wręcz przeciwnie… Twoje zainteresowania okazują się denerwujące dla Niego i nie do wytrzymania…
Pewnie teraz zastanawiasz się o co konkretnie chodzi… czy Ona Jedna rozwodzi się z Panem Mężem?! Co się stało?! Okej, już wszystko Ci tłumaczę…
Był gorący poranek, a właściwie to południe. Siedzieliśmy we trójkę w aucie i mknęliśmy do moich rodziców. Gdzieś na autostradzie A1 wyciągnęłam ipada i zaczęłam czytać książkę, którą otrzymałam do recenzji… W domu zdążyłam przeczytać kilka stron i wiedziałam, że to książka, którą pochłonę. W podróży wiele do roboty nie ma, więc książka wydawała mi się najlepszym wyjściem. Och, jak bardzo się myliłam… Powiesz, taka książka, co ona może zrobić złego, jak bardzo może wpłynąć na relacje międzyludzkie. Ocho, a jednak może!
No więc (wiem, pani Profesor „a więc jedynka bęc!”) oddałam się czytaniu. „Facet kontra kłopoty” Anny Potyry to historia rodem wyciągnięta z, jak podejrzewam, niejednego polskiego domu. On – nieporadny facet, Ona – matka, żona, organizatorka życia rodzinnego. W zasadzie nie ma w tej książce żadnych nowości, które nie przytrafiają się nam w naszym własnym życiu, a jednocześnie to taka niezwykle zabawna historia. Nie mogłam przestać jej czytać. I nie mogłam przestać się śmiać. Czytałam w ciszy i tylko co parę chwil parskałam głośnym śmiechem sama do siebie. Niestety, nie spodobało się to Panu Mężowi, który skupiony na jeździe twierdził, że go irytują te moje śmiechowe wybuchy takie ni stąd ni zowąd. A, że na jeździe nie może się skupić i takie tam. A ja mam jednak swoją odmienną teorię na ten temat. Mianowicie – przeczytałam mu kilka tych śmiechonośnych fragmentów, ale nic a nic nie załapał. W sumie to się nie dziwę – w końcu facet. A żaden facet nie będzie się śmiał z nieporadności drugiego faceta, nawet jeśli jest to tylko bohater książki. My mamy swoją solidarność jajników, a oni swoją! I okej, niech Im będzie. No, ale wiesz. Mimo sprzeciwów czytałam książkę dalej. Co raz zagłębiając się w psychiki bohaterów, których widziałam przed moim własnym nosem, tylko imiona mieli inne. I tak parskałam sobie śmiechem co chwilę, do czasu…
Kiedy szanowny Pan Mąż nie powiedział zdania ostatecznego… „jeśli natychmiast nie przestaniesz – wyrzucę Cię z samochodu!” Tak pół żartem, pół serio, ale wolałam jednak nie ryzykować. Schowałam ipada do torebki i książkę dokończyłam już u rodziców wygrzewając swoje kości na słońcu na wygodnym leżaku.
Uwielbiam książki, lekkie i zabawne. Zbyt wiele mamy w codziennym życiu problemów i stresów, żeby jeszcze stresować się historiami w książkach. Książka to ma być odskocznia – a „Facet kontra kłopoty” Wydawnictwa Skrzat z pewnością taką odskocznią właśnie jest.

A teraz… tatatadaaam… Możesz wygrać jeden z 2 egzemplarzy „Facet kontra kłopoty”
Wszystkie szczegóły konkursu znajdziesz na Facebooku -> o tutaj :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *