Przepis na udane małżeństwo. Czy istnieje? 1


Mam Cię! pewnie myślałaś, że zaraz na tacy podsunę Ci kilka prostych wskazówek jak przetrwać w związku/małżeństwie. Magiczne triki, które zawsze działają. Lista rzeczy do odhaczenia, aby żyć zawsze w zgodzie i spijać sobie z dzióbków. Nic z tego…
Niedawno z Adrianem świętowaliśmy siódmą rocznicę ślubu, chociaż słowo świętowaliśmy jest tu użyte chyba trochę na wyrost… Adaś jak na złość miał dzień fochów, obrażania się i spazmów. Zasnął kilka minut przed 22, więc jedyne o czym marzyliśmy to kołdra i mięciusia poducha. Szampan chłodził się od południa, więc aby tradycji stało się za dość, wypiliśmy jedynie po pół lampki. Sałatka przygotowana na wykwintną kolację już dawno zwiędła czekając, aż nasze dziecko zaśnie i będziemy mieć chwilę tylko dla siebie. Ot całe świętowanie…
Jak to się stało, że jesteśmy ze sobą już siedem lat po ślubie i ciągle się kochamy? Nie dam Ci żadnej rady na udane małżeństwo, bo żadnej takiej nie mam. Jak przeżyć wspólnie siedem lat? W szczęściu i w zgodzie? Wróć… jakiej zgodzie?! Jesteśmy normalni, kłócimy się średnio dwa razy w tygodniu. Bo jak wytrzymać z facetem, który jest właściwie Twoim energetycznym przeciwieństwem? Czy tak się w ogóle da?
Jak czasami ugryźć się w język, by nie powiedzieć za dużo, by później nie żałować?
Jak nie wrzeszczeć po raz setny, kiedy znajdujesz znowu niezgniecioną pustą butelkę po wodzie, albo niezmienioną pustą rolkę papieru w toalecie?
Jak nie grozić rozwodem kiedy znowu podnosisz skarpetkę z podłogi?
NIE WIEM! Cholera, nie mam pojęcia!
Jeśli masz na to jakiś sposób, to pisz do mnie koniecznie! Bo ja nie znam takiego złotego środka. Ale tak już całkiem szczerze to uważam, że takiego po prostu nie ma.
I kiedy kolejny raz odpalam Instagram i widzę co dzień kwiaty w prezencie i romantyczne kolacje, spijanie sobie z dzióbków na każdym kroku – zwyczajnie w to nie wierzę. Ludzie nie są tak skonstruowani. Każdy ma inną energię i energie się ze sobą ścierają. Kłócą, czasami rzucają talerzami, a potem się godzą. Takie jest życie. I chyba tym sposobem na udany związek jest właśnie zrozumienie, że kochamy pomimo wszystko a nie za coś. Pogodzenie się z tym, że nie zawsze jest idealnie. Nie trafiłam niestety na romantyka, to muszę sobie jakoś radzić i zaakceptować! A, żart taki. Chociaż nie powiem, te kwiatki mógłby jednak częściej przynosić!
Wiesz, zawsze marzyłam o takiej romantycznej historii. Kiedyś jeszcze jako nastolatka nie wierzyłam, że taka mi się przytrafi, ale kiedy patrzę wstecz te kilkanaście już lat widzę, że marzenia mają moc spełniania. Widzę, że przeżyłam jedną z romantyczniejszych historii miłosnych o jakich słyszałam. Widzę, że dzieje się to, w co kiedyś nie wierzyłam. Los, Bóg, sama już czasem nie wiem – chciał, żebyśmy się spotkali. Opowiem Ci kiedyś o tym, obiecuję :) Ale teraz, wracając do idealnego małżeństwa powiem Ci, że nie jesteśmy takim, bo takie po prostu nie istnieją. Tak jak ludzie. Każdy ma jakieś wady. A może właśnie ta równowaga w wadach i zaletach to sposób na ideał? Wiem jedno, cokolwiek by się nie działo, żadna rozrzucona skarpeta, czy kolejna kupiona przeze mnie para butów nie może zaprzepaścić tej pięknej romantycznej historii, która nas ze sobą połączyła. I tych wielu przeciwności, które musieliśmy pokonać, by w końcu być razem.
Siedem lat, z jednej strony jeszcze tak niewiele. A z drugiej – kawał życia, bo w sumie jesteśmy razem już 12 lat! Tak wiele się wydarzyło w naszym wspólnym życiu. Nie będę Cię oszukiwać, że każdy dzień jest słodki jak cukierek. Kiedyś z tym walczyłam. Wciąż chciałam by było idealnie. Romantycznie i słodko, aż do bólu. Aż w końcu zrozumiałam, że tak po prostu być nie może. Że tak jest tylko w filmach, bo w życiu doświadczamy tylu emocji, że nie zawsze uda nam się uśmiechać przez zaciśnięte zęby. A najważniejsze to nie udawać i nie chować w sobie złych emocji. Jeśli w palcu siedzi drzazga – trzeba ją szybko usunąć, przestaje boleć i nie zaogni się stan zapalny… tak samo w życiu. Chyba dopiero kiedy to zrozumiałam, kiedy trochę pogodziłam się z tą nieidealnością i zrobiło się… zwyczajnie fajnie :)
Mam jednak jeszcze jeden sposób na to, by przeżyć siedem małżeńskich lat i się nie pozabijać…
Oprócz tego, że jesteśmy ze sobą z miłości (prawda Panie Mężu?) to my się zwyczajnie lubimy :) Zawsze się lubiliśmy. Jak takie dzieciaki z podwórka. Potrafimy się śmiać z siebie, potrafimy się potarmosić jak kumple. Zawsze uwielbiałam jego poczucie humoru. Takie wiesz… nie wprost. Patrzysz na kolesia i myślisz sobie, ale typ… aż tu nagle buch! Okazuje się, że ten typ to żaden gbur, tylko facet z nieziemskim poczuciem humoru! Facet, przy którym uśmiechasz się od ucha do ucha. Facet, który jako jedyny potrafi sprawić, że od łez przejdziesz do śmiechu, że aż chce ci się turlać po podłodze.  I chyba to też nas tak trzyma, wiesz… to poczucie humoru, które oboje rozumiemy tak samo. Śmiejemy się z tych samych rzeczy. Potrafimy żartować też z siebie, nieobrażając się za żarty, które innym mogą wydawać się nie na miejscu. Bo w tej codzienności, która czasami przytłacza problemami, trzeba znaleźć chwilę, żeby zwyczajnie odsapnąć i buchnąć śmiechem.


Przychodzi też w małżeństwie taki czas, kiedy trzeba zrozumieć, że „ten” czy „ta” która szła przez kościół w pięknej długiej bajkowej sukni, to już nie do końca ta sama, która właśnie nakłada ziemniaki na talerz. I nic w tym dziwnego! Każdy z nas się przecież zmienia. Nie mów mi, że nie! Popatrz na siebie sprzed kilku lat. Czym się interesowałaś, co było dla Ciebie ważne… Dzisiaj to już pewnie zupełnie inne rzeczy. Im szybciej to zaakceptujesz, tym szybciej będziesz mogła pójść naprzód.
Powiem Ci coś jeszcze… Najgorsze co może nas spotkać w małżeństwie i w ogóle w związku to… cisza. CISZA. Okropna cisza, która jest zwycięstwem obojętności
i przegrania. Nie wierzę w ciszę. Nie „stosuję” ciszy. Ona nic nie załatwi za nas. Jeśli powietrze jest ciężkie tak, że aż brak tchu, jeśli dookoła kłębią się czarne chmury – tylko burza może uratować sytuację. Zawsze po niej wychodzi słońce, a powietrze oczyszcza się tak jakby nigdy nie było bardziej świeże. Nie warto  chować w sobie żali i dusić ich w ciszy. Tylko rozmowa jest sposobem na to, by załatwić problem. Staram się o tym pamiętać, kiedy kolejny raz podnoszę męską przysłowiową skarpetkę z podłogi.
Wiem, że też nie jestem idealna, chociaż czasami może się wydawać inaczej. Czasami jestem tak nieidealna, że aż sama siebie nie lubię. Bo wiesz, ja tu gadu gadu i zaraz pomyślisz, że tylko Adrian rzuca te przysłowiowe skarpety na podłogę. No nie do końca tak jest. Też mam trochę za uszami. Mogłabym wyliczać, ale pewnie by Cię to znudziło po punkcie numer 50! Grunt to w porę się zorientować, że pewne rzeczy dzieją się też bo Ty, tzn JA jestem nieidealna i zacząć nad sobą pracować.
Czy istnieje sposób na udane małżeństwo? Nie. Ale czy istnieją udane małżeństwa? Zdecydowanie tak. I właśnie może dlatego są te małżeństwa są udane, bo nie szukały tego sposobu. Może dlatego są udane, bo słuchają siebie nawzajem. Bo się lubią, bo potrafią się śmiać. Bo czasem się ze sobą nie zgadzają. Bo nie muszą się zawsze i we wszystkim zgadzać. Bo miłość ma tyle wymiarów, że nie jesteśmy w stanie jej jednoznacznie określić. Bo sami sobie nawzajem tworzymy miłość.
Jak wiedzieć, czy to co czujemy do drugiej osoby jest wynikiem miłości czy już przyzwyczajenia? Ja czasami zadaję sobie pytanie czy mogłabym bez Niego żyć… odpowiedź chyba znasz :)

 

Za zdjęcia szczególne podziękowania dla mojej Mamy, która wcieliła się w panią fotograf :*


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Komentarz do “Przepis na udane małżeństwo. Czy istnieje?